W nocy z 9/10 lutego b.r. serwis Kindle Direct Publishing był
niedostępny. Nad ranem przy publikacjach krajowych self-publisherów zamiast ceny pojawiła się informacja, że nie
są one dostępne w Europie. Później, że cena jest niedostępna, aż większość e-booków
po polsku zniknęła z oferty. Także mojego autorstwa.
Amazon usunął przynajmniej 45 e-książek w języku polskim. Ruszyła
burza w wyniku której w prasie i w
Internecie opublikowano szereg artykułów.
Pojawiły się nagłówki : „Amazon usuwa polskie ebooki”, albo „Amazon usuwa polskie e-książki”, „Amazon wymiótł większość książek po polsku” lub „Amazon wywalił polskich self-publisherów”. Szymon Adamus napisał wprost: „Amazon kopnął mnie w dupę… i innych też”. Dziś o sprawie napisała Gazeta Wyborcza, która
co ciekawe twierdzi, że „autorzy nie są bez winy”.
Oczywiście przy okazji pojawiły się domysły i informacje nieprawdziwe. Zacznijmy od tych ostatnich. Na łamach GW pojawiła się opinia, że polscy
autorzy publikowali „wykorzystując lukę w regulaminie”. Wyjaśniam, że każde zgłoszenie e-booka do Kindle
Store było weryfikowane przez pracownika Amazon. To on podejmował decyzję o
publikacji. Trudno zatem mówić, że to autorzy wykorzystywali jakąkolwiek lukę. Robili
to administratorzy albo publikowano w „nieobsługiwanym języku” przy ich cichym
przyzwoleniu.
Publikacja nie zawsze była też prosta (z pewnością nic nie
szło „jak po maśle”)! Wprost przeciwnie.
Zazwyczaj e-booki były kilkakrotnie odrzucane. Dopiero po kilku tygodniach
administrator kwalifikował je do sprzedaży.
Nie jest też prawdą, że system nie przyjmuje zgłoszeń w języku polskim. Owszem, system nie pozwala ustawić w
cechach publikacji polskiego języka jednak publikacje przyjmuje. Przyjmuje
również w innych nieobsługiwanych językach, m.in. czeskim, węgierskim a nawet
chińskim lub rosyjskim. Wszystkie znaki
w publikacjach wyświetlają się poprawnie.
Ciekawe też, że zniknęły jedynie niektóre e-książki. Trudno znaleźć klucz według jakiego zablokowano
polskojęzyczne e-booki. W moim wypadku: były to tytuły sprzedające się
najlepiej, z dziewięciu pozostawiono trzy
opublikowane jako ostatnie. Co ciekawe w
wypadku najnowszej powieści („Modliszka”) administratorzy nie usunęli jej lecz w ustawieniach (Product
Details) zmienili język na… polski (tak!). Zniknęła jednak możliwość pobierania
jej za darmo w ramach abonamentu (Amazon
Prime).
Nieprawdą jest również, że Amazon usunął polskich
self-publisherów albo polskie e-booki. To skróty myślowe.
Blokowane były wyłącznie e-booki w języku polskim, te opublikowane przez
Polaków w języku angielskim albo niemieckim zostały nietknięte.
To prawda, że na pierwszy rzut oka brak jest w tym
jakiejkolwiek logiki. Jakby nagle któryś z administratorów obudził się i zaczął
gorliwie naciskać klawisz blokowania. Przecież przez miesiące nikomu polskojęzyczne
e-booki nie przeszkadzały. Właśnie, czy
aby na pewno nikomu? Reakcja autorów,
czytelników i internautów zwróciła uwagę
na pewne fakty.
Przecież pozostawiono Gazetę Wyborczą, która zgodnie zinformacją na stronie jest po angielsku. Tymczasem każdy z autorów zablokowanych
publikacji informował, że jego publikacja jest po polsku. Przy tytułach znajdowała się adnotacja „Polish
Edition”. Tymczasem w wypadku GW nie
znalazłem informacji by dziennik był po polsku. Opis produktu jest również
częściowo w języku angielskim.
Piotr Drózd opublikował post o znaczącym tytule: „Ofensywa Gazety Wyborczej na Kindle”.
Faktycznie akcja usuwania e-booków zbiegła się w czasie z papierowym wydaniem GW w kontrowersyjnej
okładce (fot). Wielu wskazuje, że to kryptoreklama
czytnika Kindle 4, bo przecież w ten sposób wielu Polaków dowiedziało w ogóle o
jego istnieniu. Tym bardziej, że GW
wyjaśnia jak czytać gazetę w wersji elektronicznej a nawet zorganizowała konkurs
z nagrodą w postaci... Kindle 4. Komentujący to wydarzenie natychmiast
zauważyli zagadkową zbieżność w ukazaniu się reklamy i akcją usuwania
polskojęzycznych e-booków.
Ale nie tylko GW znalazła się pod lupą. „Tygodnik Powszechny” zgodnie z informacjami
ze strony również jest po angielsku podobnie jak miesięcznik "W drodze". Przy „Polityce” w ogóle nie ma
informacji w jakim jest języku. Na tym tle zarzuty, że polscy self-publisherzy
wprowadzali w błąd użytkowników Kindle wydają się absurdalne. Kto tu naprawdę wprowadza w błąd czytelników nie
znających języka polskiego? Wszystko jest bardzo dziwne. Czy mamy tutaj do czynienia z nieuczciwą
konkurencją oraz zmową gigantów jak sugerują niektórzy? Faktycznie wygląda, że
brak równości w traktowaniu autorów oraz wielkich spółek medialnych lub uprzywilejowaniu prasy.
Internauci wskazują też, że działania Amazon mogą świadczyć o przygotowaniach
do rychłego uruchomienia polskiego oddziału Amazon. GW już w zeszłym roku potwierdziła,
że ma stać się to na wiosnę 2012 roku. A
wiosna przyjdzie za kilka tygodni. Choć wydaje się to być najmniej prawdopodobne niektórzy snują teorię, że akcja
może mieć związek z protestami przeciw ACTA do jakich doszło w Polsce i w
wyniku których nie przystąpiliśmy do porozumienia. Istotnie, to w USA zrodził się pomysł tej umowy.
Dodatkowo
jeden z czeskich wydawców potwierdził, że w lutym 2011 r. Amazon uzasadnił odmowę wprowadzenia do Kindle Store
publikacji w j. czeskim „problemem z weryfikacją treści w związku z planowanym wprowadzeniem międzynarodowych regulacji ACTA.”
Piotr Kowalczyk, jeden z czołowych polskich samowydawców
studzi atmosferę. Wskazuje, że dla
Amazon jesteśmy mało znaczącym rynkiem. Zwraca uwagę, że wcześniej były
przeprowadzane akcje blokowania e-książek w językach maltańskim oraz islandzkim
a wszelkie domysły to tylko teorie spiskowe.
Dla wielu polskich autorów oraz
jeszcze większej liczby polskich użytkowników Kindle (szacuje się, że jest ich około
60 tysięcy) niezależnie od prawdy akcja jest bardzo nieładnym gestem ze strony
amerykańskiego giganta. Amerykanie znów pokazali gdzie mają Polaków.
Nie da się ukryć, że opisywana akcja niektórym nie szkodzi.
Zmniejszenie o prawie o 60% tytułów dostępnych po polsku jest przecież korzystne
dla tych, które zostały. Akcja z pewnością nie zachęci innych autorów do
publikacji w Amazon. Warto zwrócić uwagę, że kilka krajowych wydawnictw, od pojawienia
się pogłosek o wejściu Amazon do Polski gorączkowo digitalizuje ofertę. Co więcej wprowadzają e-książki w formacie
MOBI (na czytnik Kindle)! Akcja jest
także korzystna dla krajowych wirtualnych księgarń. Większość usuniętych
tytułów jest dostępnych gdzie indziej a popyt na e-booki rośnie
błyskawicznie. Ktoś powie, że to
margines. Jasne, tyle że mnie w ciągu siedmiu miesięcy udało się sprzedać w
Kindle Store ponad 1350 e-booków, a w tym samym czasie w polskich
księgarniach sprzedano nie więcej niż 150 sztuk tych samych tytułów. A przecież jestem
tylko jednym z kilkudziesięciu samowydawców w Polsce. Tyle, że każdy, kto miał
choć przez chwilę Kindle w rękach natychmiast powie, że urządzenie bije na
głowę jakikolwiek inny e-czytnik. Podobnie jest z zakupami. Nieprzypadkowo Nexto wprowadziło system zakupu jednym
kliknięciem doskonale znany każdemu kto czyta na Kindle (Buy now whith 1-Click®).
Oficjalne wyjaśnienia powodów blokowania polskich tytułów są co najmniej
enigmatyczne. Zwykle zaczynają się od „obecnie nie obsługujemy…”, „w tym momencie…”,
„nie możemy ujawnić…” (At this
time..., We are unable to disclose information..., itp). To, że sprawę skomentowała GW też
wydaje się co najmniej dziwne. Nie żaden inny dziennik w Polsce ale drugi pod względem nakładu i sprzedaży, do
tego intensywnie promujący wydanie na
Kindle. A przecież self-publisherzy (podobno) nie mają dla kogokolwiek znaczenia?
Kogo może obchodzić garstka autorów wydających samodzielnie e-książki, które
nie stanowią nawet 0,01% całego rynku książki w Polsce? Przecież to nisza w
niszy. A jednak kogoś chyba obchodzą i coś jest na rzeczy.
Wydaje się, że amerykański gigant coś kręci. I nie tylko on. Najlepszym komentarzem są chyba słowa czytelniczki na moim Fan Page’u: Amazon… nie
lubię to! Tyle, że zamiast wykrzyknika
lepszy byłby pytajnik.
Fuj. Autor tylu książek powinien umieć napisać tekst dający się czytać. Takie niechlujstwo nie zachęca potencjalnych czytelników. Teksty typu "opisywana akcja niektórzy mnie szkodzi" każą zadać pytanie, czy autor coś palił kiedy to pisał, czy po prostu ma czytelnika w tyle. Autorze, przeczytaj, coś napisał!
OdpowiedzUsuńDo treści wpisu się nie odnoszę, bo po którymś babonie zaprzestałem lektury.
Faktycznie do tekstu wkradł się błąd. Dziękuję za zwrócenie uwagi, już poprawiłem.
Usuń"...bo po którymś babonie zaprzestałem lektury..." - jak już, to "babolu" :) Ja jakoś wszystko zrozumiałam :) Choć jestem pedantyczna, meritum tekstu było dla mnie zrozumiałe. To takie czepianie się chyba szczegółów. Dziękuję za ten artykuł, Panie Andrzeju.
UsuńMam prośbę, ja też poproszę o poprawienie imienia. Nie wiem dlaczego nazwałam Pana Andrzejem :) Bardzo przepraszam :)))
UsuńTo pewnie przez mojego starszego brata. Andrzeja. :-)
UsuńHehe, pani Anno, zechce pani łaskawie zerknąć na daty. Skoro czytała pani już po poprawkach, nic dziwnego, że nic pani nie przeszkadzało. Babol? Cóż jest babol? Babon to paskudna baba, ale potocznie również nieprzyjemny bądź uporczywy błąd.
UsuńOoo, od razu lepiej, dziękuję :)
OdpowiedzUsuńCo do sugestii Piotra Kowalczyka: jeśli jesteśmy mało znaczącym rynkiem dla Amazonu, to usuwanie publikacji raczej go nie powiększy. Z reguły przedsiębiorcy zabiegają o rynki, na których jeszcze się nie zadomowili, ale ja truskawki cukrem. Zresztą, publikacje, które zostały wgrane na serwery, nie powodują zauważalnego wzrostu kosztów Amazonu, natomiast akcja pracochłonnego wyłuskiwania i blokowania treści w innych niż jedyny słuszny językach - już tak. Mnie tam to ani ziębi, ani grzeje, bo dopóki mogę kupić to samo w Polsce, nie korzystam z usług firm zagranicznych (brak możliwości zapłaty szybkim przelewem, należność w obcej walucie, po co mi to), niemniej taka polityka jest co najmniej dziwna w dobie pogoni za każdym groszem. Lepiej chyba zarobić 100$ niż zero.
Swoją drogą, zachowanie Wyborczej jest irytujące i świadczy o tym, że powszechne przekonanie o braku wiarygodności tej gazety nie mija się z prawdą. Sugerowanie, że samowydawcy wykorzystują lukę w regulaminie kiedy samemu kolportuje się gazetę na tej samej zasadzie (tyle że z całkowitym ukryciem faktu, że zawartość nie jest po angielsku), to przejaw schizofrenii.
Pojawił się ciekawy wpis na tym blogu:http://henrykbolt.blox.pl/2012/02/Amazon-i-Gazeta-Wyborcza-kontra-polscy-autorzy.html
UsuńTylko chciac kupic ebooka w jezyku polskim w stanach zrobil sie naprawde wielki problem ,majac kindle nawet w polskich ksiegarniach internetowych wybor ksiazek jest niewielki gdyz nie wszystkie je ,oczywiscie ksiazki czytnik zechce czytac......pozdrawiam serdecznie
OdpowiedzUsuńA na stronie empiku wyswietla mi sie komunikat ze poza granicami kraju ksiazka niedostepna. Wiec jak niby rynek ebookow ma sie rozwijac? A szkoda. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńJesteśmy zapóźnieni. To wina krajowych wydawców. Odnoszę wrażenie, że czasem myślą kategoriami rodem z PRL-u. Rynek będzie się rozwijał, bo postępu się nie da powstrzymać. Jak nasi wydawcy i księgarze nie będą się umieli do nowej ery dostosować, ich miejsce zastąpi ktoś (coś) kto będzie to potrafił.
UsuńNa szczęście jest jeszcze Smashwords. Sama próbowałam dodać e-booka na Amazonie, lecz przy pierwszym odrzuceniu zrezygnowałam. Pisałam do administracji Amazona z ostrym zapytaniem o przyszłość polskich self-publisherów. Odpisano mi po kilku dniach, że myślą nad technicznym usprawnieniem serwisu oraz dodaniem innych języków, zachęcając mnie do wydawania w dostępnych językach, przede wszystkim w angielskim. Szkoda, że Amazon zamyka drogę polskim twórcom. W Polsce szanse wybicia się są mizerne, bo nie każdego stać na życie, a już na czytanie wydań elektronicznych, lecz trzeba też zaznaczyć, że self-publishing jest świeży. Od nas, autorów e-booków, pisarzy XXI w. powiedziałabym, zależy czy przekonamy potencjalnych czytelników do ekologicznego i naprawdę wartościowego e-czytania. Dla mnie e-booki to przyszłość i metamorfoza tradycyjnych bibliotek, czytelni i drogich wydań książkowych. E-booki mogą być wartościowe i to właściwie należy wykazać nie tylko na Amazonie, ale też w naszym rodzimym kraju.
OdpowiedzUsuńhttp://filozofia-egzystencji.blogspot.com
"Od nas, autorów e-booków, pisarzy XXI w. powiedziałabym, zależy czy przekonamy potencjalnych czytelników do ekologicznego i naprawdę wartościowego e-czytania."
UsuńZabrzmiało wzniośle. Ale się podpisuję. Chyba z każdym miesiącem coraz mocniej przyciskając pióro... sorry, klawisze.
A co do publikowania po angielsku... abstrahując od walki o obecność polskojęzycznych ebooków na Amazonie, to nie jest wcale takie głupie. Muszę przyznać, że od pewnego czasu podejmuję próby pisania po angielsku. Pewnie w przyszłości w obiegu niezależnym wytworzą się jakieś zorganizowane struktury umożliwiające pozyskiwanie tłumaczeń. Ale mnie i tak korci opcja do it yourself. W końcu - jak self to self :)
Gdybym znał angielski, pewnie bym tak zrobił, ale niestety nie potrafię. Bad Love, jest przekładem, ale nie ja jestem tłumaczem. A jeśli chodzi o pisarzy XXI wieku, to jak będzie, nikt nie wie. Wiadomo na pewno jak jest i jak było, na przykład dokładnie rok temu. Na pewno inaczej.
UsuńZobaczymy co będzie dalej. Tak czy inaczej wszystko się zmienia. Więc wcześniej czy później e-booki będą i nas popularne.
OdpowiedzUsuńSo, it's just like in quantum physics - things don't exist until you notice them, particles move randomly until you calculate them. All in all, what we need is a good spell that could change our desires into reality. Nothing to it :)
UsuńYou're right. Things don't exist until you notice them.
UsuńI have a dream - to edit my blog www.movkazka.blogspot.com
OdpowiedzUsuńPanie Aleksandrze, Właśnie zwiedziłem Pana profil na Amazonie i widać tam kilka Pana książek na Kindla, czyli że jednak wszystko OK? Nie mam Kindle więc nie mam jak sprawdzić, czy da się je kupić.
OdpowiedzUsuńNiestety, nie można powiedzieć by było OK. Sześć jest nadal zablokowanych. :-( Obecnie są dostępne tylko cztery tytuły, w tym jeden w języku angielskim.
Usuń"Nie lubię to" czy "Nie lubię tego"
OdpowiedzUsuńMyślę, że fejsbukowcy wychwycili tę grę słów.
Usuń