O
|
ddając się w podnieceniu fetyszyzmowi wąchamy pachnący
farbą drukarską papier na półce w Empiku. Bez zamiłowania do pejczy, czerwonych
kulek w ustach czy skórzanej bielizny namiętnie flirtujemy z e-bookami na
migoczącym ekranie.
Ze słuchawkami
wsłuchujemy się w obrazy, zapachy i smaki gdzieś w kącie zachlapanej błotem i
codziennością trójki, dziewiątki czy jeszcze innego wagonu niosącego nas ku przyszłości. Jak
będzie ona wyglądać dla obiektu naszej perwersji. A może miłości? Nim założę
kolorowe szkła fantazji cofnę się do tego, jak się poznaliśmy.
***
S
|
tało się to za sprawą pisma. Mamuty na skale, tabliczki gliniane, drewniane,
pergamin i kreseczki na zwojach papirusu były naszym flirtem. Dopiero potem, wraz
z prototypową formą zwoju przyszła gra wstępna.
Ze znajomym kształtem kodeksu w okładce i z grzbietem różnie
bywało. Pisana ręcznie, zrozumiała dla
jeno niektórych, zakazana czasem była kochanką
na którą było stać tylko nielicznych. Hormonów
powstrzymać jednak nie sposób i dobrze o tym wiedzieli Chińczycy bo naród to
mądry i zdolny. Ale dopiero pewien złotnik z Niemiec, a może
drukarz z Holandii – już nie pamiętam – pozwolił nam być przez pięćset
kolejnych lat razem, za sprawą mechanizacji.
***
J
|
a tego nie widziałem, czasu nie miałem ale
ona po latach wierności zaczęła się na boki rozglądać. Z obawą czytałem to, co pewien Niemiec (o,
znowu!) pisał w więzieniu o swojej walce
a tysiące mil dalej, gdzieś nocą, przy pachnącym dymem ognisku opowieści
amerykańskich Indian zapisano na aluminiowej płytce. Pierwszy raz od setek lat książka zdradziła
papier. A może było inaczej? Może to wcale nie była zdrada, bo przecież
mezalians ów zrodził dziecko zdrowe, piękne i
całkiem udane. Uwielbiam przecież oddać się czasom lat dziecinnych
i słuchać jak ktoś czyta książkę. To, że lubiła się stroić wiedziałem od dawna,
ale oprócz obrazu przy tekście, powstał komiks, druk w kolorze a nasza miłość poczęła
szybko się zmieniać. We wszystko wtrącił się na dobre drań jeden, Internet.
Nastał czas niepokoju. Choć trudno mi w to uwierzyć, ale znów zdradziła, dziwka. Wróciła z bękartem publikacji elektronicznej
i nie jeden przez lata z odrazą spoglądał . Bo brzydkie to dziecko było jako niemowlę!
A niedoskonałe… dyskietki, formaty,
chaos. Coś jak Flyer, braci Wright, w
porównaniu do kosmicznego promu. Ale, ale, z brzydkiego kaczątka dziś wyrosła
nam piękna dziewoja. Jeszcze podlotek
lecz widać, że ma warunki by zawładnąć umysłem, duszą i portfelem niejednego.
Ech, książka jest jednak kobietą. I
prawda jest taka, że wszystkiemu winy jest ten Internet, bezwstydnik. Doprawdy
nie wiem co będzie z nim dalej. Coś czuje, że wygra zapasy z papierem.
Wystarczy spojrzeć na puderniczkę z elektronicznego atramentu. Z postępem nie sposób walczyć, a nowego
makijażu klasyczna dama może tylko zazdrościć.
***
P
|
ojawiły się też jej kuzynki. Niektóre jak
supernowe, zabłysły i zgasły. Inne mają się dobrze wśród stron www i linków,
choć hipertekstowa uroda nie każdemu przypadnie do gustu. Choć oczy ma skośne pozwoliła na coś, co
bardzo przydałoby się Cortazarowi przy
jego „Grach w klasy”. Okazało się, że nie tylko jest atrakcyjna,
kusi, uwodzi to jeszcze potrafi zmieniać się w trakcie lektury i pozwala decydować
o przebiegu fabuły. Się porobiło! Tekstowe wielokrotne jej twarze i jej obrazki
to za mało. Już nie wystarczają, więc dźwięk nawet film stał
się integralną lub
poboczna jej częścią. To skandal, mógłbym zakrzyknąć lecz widzę, że ja też się
zmieniam. O losie! Intermedialność stała
się częścią literatury, o przepraszam czcigodni państwo, liter-netu.
***
J
|
ak zechce, hiperpubliacja wychodzi ze stron powiązanych sznurkami i ma się świetnie bez potrzeby
łączenia się z bezwstydnikiem, co nie przeszkodziło zajść z grami paragrafowymi w
ciążę. Owocem jest jeszcze młodszy potomek.
W książce interaktywnej losy bohatera o którym czytamy zależą od naszej decyzji. Trzeba ją podjąć pod
koniec każdego rozdziału. Zastanów się więc
dokładnie czy Makbet ma zabić Króla Dunkana, bo jeśli źle zdecydujesz będziesz
mieć kłopot z Bankiem i jeszcze większy z Malkolmem, Makdufem i żoną Makbeta.
Czarownice też trzeba obsadzić i szybko
trafisz na stronę „The End”, lub „Game Over” raczej.
***
A
|
papier, komu jest on dziś jeszcze potrzebny? I nie myślcie, że jest taki
poczciwy. Może go i lubicie, bo dostaje ostatnio baty, ale ma także kilka
grzeszków na swoim podszytym celulozą sumieniu. Tak samo jak babcia
książka. Pierwszym jest pycha. Wygląd naszej matrony z czasem był przecież coraz
ważniejszy aż nawet doszło do tego, że forma przerosła po stokroć tekst. W
swoim narcyzmie stała się niepowtarzalna, jedyna w swoim rodzaju i ważniejsze w
niej było i jest to jak wygląda, a nie o czym opowiada. Już wiesz o kim mówię?
My name’s book, art-book, jak mawiają fascynacji Szekspira. Książka artystyczna
jest piękna czasem, owszem, lecz bywa z nią jak z pięknym talerzem. Musi być
pełny by można było się z niego najeść. Samo podziwianie głodu czytania nie zaspokoi.
***
N
|
o dobrze, co dalej?–
zakrzykniesz. Jak będzie wyglądać obiekt
naszej perwersji za rok, dziesięć i sto lat? A kiedy umrze? Czy umrze? Tego
wiedzieć nie mogę, ale widzę, że nasza miłość się zmienia i z tego powodu również i książka staje się inna, tak jak inny jestem już ja sam. Stałem się
dzieckiem Gadu-Gadu i e-człowiekiem. Nasz świat również staje się e-światem i
jedyne co można powiedzieć o jej przyszłości to eee… e-książka. Dziś „E” jest bardziej powszechne niż wszy
łonowe. Ta E(cywilizacja) zabija
książkę, tak powiadają, lecz według mnie to nonsens. Ona nie umrze dopóki
będziemy się kochać. Umrze najbardziej popularny jej nośnik – papier,
zastąpiony przez wynalazki przyszłości. Zniknie forma kodeksu a tytuły, mu wierne
będą tak samo popularne jak dziś fotografia z użyciem magnezji i srebra. Dziś
świat jest mniejszy, ma mniej czasu, a ludzie
pędzą do przodu nie mając czasu na to, co kiedyś było tak bardzo
istotne. NIP. PESEL, PIN i konta
bankowe. Nie można żyć bez cyfr. I na nawet jeśli spróbuję i tak nie ucieknę od
nich, bo ostatecznie opiszą mnie jako zero.
***
C
|
yfrowa (r)ewolucja zmieni nasze ulice. Znikną księgarnie
i biblioteki. Dziś to miejsce gdzie się
książkę kupuje lub wypożycza, może jeszcze nie jutro, ale pojutrze z pewnością się
zmieni. Bo Homo sapiens Web 2.0 jest okrojony, uboższy. O fizyczny kontakt z
innym człowiekiem, o czas, kulturę bardziej masową. Jakość przegrywa z ilością, czytanie z
klikaniem. Księgarnia i biblioteka staną
się miejscami spotkań ludzi połączonych pasją. Internetowe księgarnie z
dostawców książek i plików zmienią się w prowajderów treści, niczym operator
telefonicznej sieci mobilnej. Odbiorca nie będzie płacił za papier lub nawet
plik, lecz za transfer. Kilobajty w pakiecie, z kulturą w światłowodzie.
***
Z
|
awód pisarza przejdzie edycję tak samo jak oblicze
wydawcy. Będzie rozwijał się self-publishing. Autor nie będzie dostawał pieniędzy
za sprzedane egzemplarzy. Powstaną fundusze dla twórców a honorarium będzie
ułamkiem z abonamentu, który zapłaci czytelnik za pobranie treści. Cześć książkowych zawodów zniknie, jak
zniknęli garncarze, kowale albo giermkowie. Powstaną nowe a inne zmienią
charakter, jak stało się to dla przykładu z kowalami. Nie podkuwają już koni, lecz
jako artyści, nie rzemieślnicy mają się nieźle. Fototapeta z grzbietami książek na ścianę
stanie się częstszym widokiem niż pachnąca papierem broszurka. Bo woń papieru
oznacza duże pieniądze. Pojawi się znacznie więcej tytułów, wiele z nich będzie
darmowych. W okresie przejściowym, kiedy papier wciąż będzie klasycznym nośnikiem,
książki będą drukowane na
zamówienie. Lecz ostatecznie papier
przegra z książką cyfrową ze względów ekonomicznych i ekologicznych podobnie
jak eksperymentalne dzieci historii w książkach opisywanych nie potrafiły
zdetronizować zwykłego układu literek w wyrazy, zdania, rozdziały.
***
K
|
siążka cyfrowa uzyska nowe przymioty. Będzie musiała
być hipertekstowa, interaktywna (połączona z Internetem lub jego następcą). Stanie
się dostępna niemal natychmiast w dowolnym miejscu na świecie. Czytelnik uzyska możliwość dokonywania elektronicznych
notatek w treści a nawet kompilacji fragmentów (niczym remiks w muzyce) oraz bardzo
wygodny system wyszukiwawczy i silnie rozbudowany system nawigacyjny. Przecież
obracać cyfrowych kartek nie sposób a czas jest na wagę złota, jak podpowie ci
Google, czcigodna Britannica Online Encyclopedia i mniej czcigodna lecz nie
mniej popularna Wikipedia the Commons. Oczywiście
część tych cech (synteza mowy, powiększanie czcionki) już posiadają współczesne
e-booki, lecz staną się one doskonalsze. Niewykluczone, że mianem książki nie będzie
określać się testu zapisanego w pliku lecz urządzenie do jego odbioru lub
odczytywania.
***
N
|
ie tylko jednak fizyczność książki się zmieni lecz
także język przekazu. Może to i smutna wizja, lecz digitalizacja uprości go i zuboży.
Jednoczenie stanie się on bardziej uniwersalny tak samo jak cyfrowy format
elektronicznej książki. Papierowi
powiemy thx i 3maj się. Ale xsiazka w ten sposoob nie umrze. Bo sensem naszej miłości nie jest jej wygląd. Nie
mają znaczenia niewierność i skoki w bok by zmienić formę albo uczynić ją
bogatszą lub atrakcyjniejszą. Książka
nie zwiera się w rysunku mamuta na ścianie, boga Re na glinianej
tabliczce, znakach na zwoju papirusu czy
ekranie Kindle’a. Książka to idea uwalania przekazu ludzkiej myśli. Będzie w istocie tym samym czym jest od
początku.
I kiedy myślę, o niej przychodzi mi na myśl, że „to niewiarygodne, jak można czuć się szczęśliwą przez tyle lat, mimo tylu kłótni, tylu upierdliwości i tak naprawdę, kurwa, nie wiedzieć, czy to miłość czy nie”[1]
I kiedy myślę, o niej przychodzi mi na myśl, że „to niewiarygodne, jak można czuć się szczęśliwą przez tyle lat, mimo tylu kłótni, tylu upierdliwości i tak naprawdę, kurwa, nie wiedzieć, czy to miłość czy nie”[1]
Nie ma co załamywać rąk. Oblicze książki papierowej się zmienia, ale wciąż istnieją litery, wyrazy; cały czas jeszcze piszemy po polsku i ciągami zdań. Tak naprawdę niewiele się zmieniło. Papier ma wysoką wartość, ponieważ nauczyliśmy się go cenić. Ale z biegiem lat nauczymy się też cenić PDFy.
OdpowiedzUsuń