--
Biorąc do ręki nieznaną książkę czytam pierwsze zdanie. Oczywiście często kieruję wzrok ku następnym, bywa, że kartuję do końca i czytam też zdanie ostatnie. Ale dla mnie, to pierwsze, jest najważniejsze
I nie tylko dla mnie. Według Jerzego Pilcha pierwsze zdanie jest kluczowe. Tak samo uważa Hana Krall. Szymborska twierdzi, że jest najtrudniejsze. Hemingway radził, żeby to była najmądrzejsza myśl, jaką się zna. Jeden z bohaterów „Dżumy” niemal całe życie poświecił na doskonalenie myśli otwierającej książkę, którą pragnął napisać. A czytelnicy?
Przyznają, że ma ogromne znaczenie. Nic dziwnego. Szczególnie, że bywa genialne i zawarta w nim jest skondensowana treść książki, niczym materia przed Wielkim Wybuchem. Márquez pisze na przykład: „To było nieuniknione: zapach gorzkich migdałów przypominał mu zawsze los trudnych miłości” („Miłość w czasach zarazy”) i po przeczytaniu szczęka opada.
Zresztą autor ten zasłynął innym zdaniem, które przeszło do klasyki literatury a w którym pułkownik Buendía przypomina sobie pewne dalekie popołudnie, stojąc naprzeciw plutonu egzekucyjnego („Sto lat samotności”). Dla mnie to zdania, którym nie trzeba nic dodawać i niczego odejmować, by nadal określały książkę w sposób doskonały.
„Jedno wam powiem: Życie idioty to nie bułka z masłem” rozpoczyna swą powieść („Forrest Gump”) Groom i naprawdę uważam, że lepiej nie można było tej książki zacząć. Kto czytał, pewnie się zgodzi. „Lolito, światłości mego życia, żagwi mych lędźwi”, Nabokov wzniośle otwiera („Lolita”) i w siedmiu słowach określa wyjątkowy stosunek do kontrowersyjnej, tragicznej miłości. Jedni mówią: arcydzieło, inni pornografia. Na pewno kunszt pióra na najwyższym poziomie.
Lecz jeśli „Pornografia”, to Gombrowicz się ze schematu wyłamuję.
Nie pierwsze, a drugie zdanie uczynił literackim majstersztykiem: „Wówczas, a było to w 1943-im, przebywałem w byłej Polsce i w byłej Warszawie, na samym dnie faktu dokonanego”. Piszę o tym nieprzypadkowo. Chcę zwrócić uwagę na trick, w którym autor od razu przedstawia czytelnikowi miejsce, gdzie akcja toczyć się będzie. Identyczny numer wycina nam Blixen pisząc „Miałam farmę w Afryce...” w powieści o pożegnaniu („Pożegnanie z Afryką”) albo mistrz horroru, King: „Zdarzyło się to w roku tysiąc dziewięćset trzydziestym drugim, kiedy stanowe więzienie wciąż mieściło się w Colud Mountain” („Zielona mila”).
Pisarze często sięgają po taki wybieg. Co więcej, przy okazji przedstawiania tła powieściowego, lub sceny tylko, przemycają także bohatera(ów). Zwróćcie uwagę jak Bułhakow otwiera „Mistrza i Małgorzatę" – „Kiedy zachodziło właśnie gorące wiosenne słońce, na Patriarszych Prudach zjawiło się dwu obywateli” i już wiadomo gdzie rzecz się zaczyna rozgrywać. Hemingway, po swojemu, prosto, po męsku wali czytelnika po mordzie: „Był starym człowiekiem, który łowił ryby w Golfstromie, pływając samotnie łodzią, i oto już od 84 dni nie schwytał ani jednej” wiadomo jaką powieść („Stary człowiek i morze”) i wszystko od razu jest jasne.
Na wyżyny w stosowaniu tego zabiegu wzbił się jednak, w moim odczuciu Suskind napisawszy „W osiemnastym stuleciu żył we Francji człowiek, którego spośród jakże licznych w tej epoce genialnych i odrażających postaci zaliczyć wypada do najbardziej genialnych i najbardziej odrażających” już od pierwszego zdania charakteryzując bohatera genialnie śmierdzącej powieści („Pachnidło”).
Wspomniany już Pilch, również uczynił z tego nie lada sztukę, czego daje wyraz otwierając takt sutenera: „W połowie lat osiemdziesiątych próbowałem przekonać choć jedną spośród kilku znajomych kobiet, by - odrzuciwszy precz skrupuły i rozważywszy na zimno wszystkie za i przeciw - zdecydowała się na krótkotrwałą poufałość z pewnym szwedzkim humanistą" („Spis cudzołożnic”). Natychmiast wiemy, kiedy rzecz się wydarza i o kim będzie, lecz chcemy dalej...
Równie często z bohaterem lub miejscem akcji w pierwszym akapicie pojawia się pogoda lub pora dnia (roku) w tle. „1 sierpnia we wtorek 1944 roku było niesłonecznie, mokro, nie było za bardzo ciepło” napisał Białoszewski („Pamiętnik z Powstania Warszawskiego”). To jednak Sienkiewicz, trza mu oddać, dał czadu swoim „Rok 1967 było to dziwny rok, w którym rozmaite znaki na niebie i ziemi zwiastowały jakoweś klęski i nadzwyczajne zdarzenia” ("Ogniem i mieczem"). To ze swoich. A obcy – bardzo proszę. W „Nocny lot” de Saint-Exupéry'ego przeczytamy epickie: „Wzgórza pod samolotem żłobiły już swe bruzdy cienia w złocie wieczoru” i natychmiast w wyobraźni widzimy romantyczny krajobraz widziany z kabiny buczącego samolotu. Czytamy lapidarne „Jest godzina szósta czterdzieści” zaczynające powieść Forsyth'a, o zamachu na życie de Gaulle („Dzień Szakala”) i dreszczyk emocji już pędzi po kręgach.
Okazuje się , że proste i krótkie zdania otwierają książki tak samo często, jak długie, kunsztowne i rozbudowane. Pewnie z wielu z was pamięta owe „Był jasny, zimny dzień kwietniowy i zegary biły trzynastą” Orwella („Rok 1944”). Schlink pisząc „Kiedy miałem piętnaście lat, zachorowałem na żółtaczkę” („Lektor”) nie skomplikował początku zbytnio, lecz czytelnicy tak w szpony historii zapadli, że książkę na listę bestselerów New York Timesa wstawili. Lecz wszystkich, w prostocie zdania pierwszego przebili Żeromski w duecie z Melville'em swoimi „Ogary poszły w las” („Popioły”) i „Imię moje: Izmael” („Moby Dick”).
Bardzo często otwierające zdanie tyczy się bezpośrednio bohatera, często też narratora (narracja pierwszoosobowa): „Dwudziestego dziewiątego maja 2002 roku, kilka godzin przed ukończeniem tej powieści, pojechałem do Lourdes we Francji, by zaczerpnąć trochę wody z cudownego źródła” u Coelho („Weronika postanawia umrzeć”). U Schmitta czytamy „Kiedy skończyłem jedenaście lat, rozbiłem swoją świnkę i poszedłem na dziwki” („Pan Ibrahim i kwiaty Koranu”) i przy okazji widzimy tu do oczywistą prowokację. To doskonała metoda na zaciekawienie czytelnika. Sam dopuściłem się jej pisząc „Nie zamierzałem zostać mordercą” na początku powieści „Modliszka”.
Innym pomysłem jest zasypanie czytelnika masą szczegółów i natychmiastowe wrzucenie go w wir akcji. Tak zrobił Clancy: „Kapitan pierwszej rangi radzieckiej marynarki Marko Ramius ubrany był odpowiednio do arktycznych warunków, jakie panują zwykle w Polarnym – bazie okrętów podwodnych Floty Północnej” w thrillerze „Polowanie na Czerwony Październik”. Identycznie otwiera („Proces”) Kafka : „Ktoś musiał zrobić doniesienie na Józefa K., bo mimo że nic złego nie popełnił, został pewnego ranka po prostu aresztowany”.
Bardzo ciekawym zabiegiem, tym interesującym, że stosowanym co najmniej z umiarem jest rozpoczęcie dialogiem. „– Ty, Ptasiek, co się zgrywasz!” pisze Wharton („Ptasiek”) a Rice „– Rozumiem – powiedział wampir z namysłem i nie śpiesząc się, podszedł do okna pokoju” („Wywiad z wampirem”) i lek obejmujący nas we władanie, każe czytać nam dalej.
I nie tylko dla mnie. Według Jerzego Pilcha pierwsze zdanie jest kluczowe. Tak samo uważa Hana Krall. Szymborska twierdzi, że jest najtrudniejsze. Hemingway radził, żeby to była najmądrzejsza myśl, jaką się zna. Jeden z bohaterów „Dżumy” niemal całe życie poświecił na doskonalenie myśli otwierającej książkę, którą pragnął napisać. A czytelnicy?
Przyznają, że ma ogromne znaczenie. Nic dziwnego. Szczególnie, że bywa genialne i zawarta w nim jest skondensowana treść książki, niczym materia przed Wielkim Wybuchem. Márquez pisze na przykład: „To było nieuniknione: zapach gorzkich migdałów przypominał mu zawsze los trudnych miłości” („Miłość w czasach zarazy”) i po przeczytaniu szczęka opada.
Zresztą autor ten zasłynął innym zdaniem, które przeszło do klasyki literatury a w którym pułkownik Buendía przypomina sobie pewne dalekie popołudnie, stojąc naprzeciw plutonu egzekucyjnego („Sto lat samotności”). Dla mnie to zdania, którym nie trzeba nic dodawać i niczego odejmować, by nadal określały książkę w sposób doskonały.
„Jedno wam powiem: Życie idioty to nie bułka z masłem” rozpoczyna swą powieść („Forrest Gump”) Groom i naprawdę uważam, że lepiej nie można było tej książki zacząć. Kto czytał, pewnie się zgodzi. „Lolito, światłości mego życia, żagwi mych lędźwi”, Nabokov wzniośle otwiera („Lolita”) i w siedmiu słowach określa wyjątkowy stosunek do kontrowersyjnej, tragicznej miłości. Jedni mówią: arcydzieło, inni pornografia. Na pewno kunszt pióra na najwyższym poziomie.
Lecz jeśli „Pornografia”, to Gombrowicz się ze schematu wyłamuję.
Nie pierwsze, a drugie zdanie uczynił literackim majstersztykiem: „Wówczas, a było to w 1943-im, przebywałem w byłej Polsce i w byłej Warszawie, na samym dnie faktu dokonanego”. Piszę o tym nieprzypadkowo. Chcę zwrócić uwagę na trick, w którym autor od razu przedstawia czytelnikowi miejsce, gdzie akcja toczyć się będzie. Identyczny numer wycina nam Blixen pisząc „Miałam farmę w Afryce...” w powieści o pożegnaniu („Pożegnanie z Afryką”) albo mistrz horroru, King: „Zdarzyło się to w roku tysiąc dziewięćset trzydziestym drugim, kiedy stanowe więzienie wciąż mieściło się w Colud Mountain” („Zielona mila”).
Pisarze często sięgają po taki wybieg. Co więcej, przy okazji przedstawiania tła powieściowego, lub sceny tylko, przemycają także bohatera(ów). Zwróćcie uwagę jak Bułhakow otwiera „Mistrza i Małgorzatę" – „Kiedy zachodziło właśnie gorące wiosenne słońce, na Patriarszych Prudach zjawiło się dwu obywateli” i już wiadomo gdzie rzecz się zaczyna rozgrywać. Hemingway, po swojemu, prosto, po męsku wali czytelnika po mordzie: „Był starym człowiekiem, który łowił ryby w Golfstromie, pływając samotnie łodzią, i oto już od 84 dni nie schwytał ani jednej” wiadomo jaką powieść („Stary człowiek i morze”) i wszystko od razu jest jasne.
Na wyżyny w stosowaniu tego zabiegu wzbił się jednak, w moim odczuciu Suskind napisawszy „W osiemnastym stuleciu żył we Francji człowiek, którego spośród jakże licznych w tej epoce genialnych i odrażających postaci zaliczyć wypada do najbardziej genialnych i najbardziej odrażających” już od pierwszego zdania charakteryzując bohatera genialnie śmierdzącej powieści („Pachnidło”).
Wspomniany już Pilch, również uczynił z tego nie lada sztukę, czego daje wyraz otwierając takt sutenera: „W połowie lat osiemdziesiątych próbowałem przekonać choć jedną spośród kilku znajomych kobiet, by - odrzuciwszy precz skrupuły i rozważywszy na zimno wszystkie za i przeciw - zdecydowała się na krótkotrwałą poufałość z pewnym szwedzkim humanistą" („Spis cudzołożnic”). Natychmiast wiemy, kiedy rzecz się wydarza i o kim będzie, lecz chcemy dalej...
Równie często z bohaterem lub miejscem akcji w pierwszym akapicie pojawia się pogoda lub pora dnia (roku) w tle. „1 sierpnia we wtorek 1944 roku było niesłonecznie, mokro, nie było za bardzo ciepło” napisał Białoszewski („Pamiętnik z Powstania Warszawskiego”). To jednak Sienkiewicz, trza mu oddać, dał czadu swoim „Rok 1967 było to dziwny rok, w którym rozmaite znaki na niebie i ziemi zwiastowały jakoweś klęski i nadzwyczajne zdarzenia” ("Ogniem i mieczem"). To ze swoich. A obcy – bardzo proszę. W „Nocny lot” de Saint-Exupéry'ego przeczytamy epickie: „Wzgórza pod samolotem żłobiły już swe bruzdy cienia w złocie wieczoru” i natychmiast w wyobraźni widzimy romantyczny krajobraz widziany z kabiny buczącego samolotu. Czytamy lapidarne „Jest godzina szósta czterdzieści” zaczynające powieść Forsyth'a, o zamachu na życie de Gaulle („Dzień Szakala”) i dreszczyk emocji już pędzi po kręgach.
Okazuje się , że proste i krótkie zdania otwierają książki tak samo często, jak długie, kunsztowne i rozbudowane. Pewnie z wielu z was pamięta owe „Był jasny, zimny dzień kwietniowy i zegary biły trzynastą” Orwella („Rok 1944”). Schlink pisząc „Kiedy miałem piętnaście lat, zachorowałem na żółtaczkę” („Lektor”) nie skomplikował początku zbytnio, lecz czytelnicy tak w szpony historii zapadli, że książkę na listę bestselerów New York Timesa wstawili. Lecz wszystkich, w prostocie zdania pierwszego przebili Żeromski w duecie z Melville'em swoimi „Ogary poszły w las” („Popioły”) i „Imię moje: Izmael” („Moby Dick”).
Bardzo często otwierające zdanie tyczy się bezpośrednio bohatera, często też narratora (narracja pierwszoosobowa): „Dwudziestego dziewiątego maja 2002 roku, kilka godzin przed ukończeniem tej powieści, pojechałem do Lourdes we Francji, by zaczerpnąć trochę wody z cudownego źródła” u Coelho („Weronika postanawia umrzeć”). U Schmitta czytamy „Kiedy skończyłem jedenaście lat, rozbiłem swoją świnkę i poszedłem na dziwki” („Pan Ibrahim i kwiaty Koranu”) i przy okazji widzimy tu do oczywistą prowokację. To doskonała metoda na zaciekawienie czytelnika. Sam dopuściłem się jej pisząc „Nie zamierzałem zostać mordercą” na początku powieści „Modliszka”.
Innym pomysłem jest zasypanie czytelnika masą szczegółów i natychmiastowe wrzucenie go w wir akcji. Tak zrobił Clancy: „Kapitan pierwszej rangi radzieckiej marynarki Marko Ramius ubrany był odpowiednio do arktycznych warunków, jakie panują zwykle w Polarnym – bazie okrętów podwodnych Floty Północnej” w thrillerze „Polowanie na Czerwony Październik”. Identycznie otwiera („Proces”) Kafka : „Ktoś musiał zrobić doniesienie na Józefa K., bo mimo że nic złego nie popełnił, został pewnego ranka po prostu aresztowany”.
Bardzo ciekawym zabiegiem, tym interesującym, że stosowanym co najmniej z umiarem jest rozpoczęcie dialogiem. „– Ty, Ptasiek, co się zgrywasz!” pisze Wharton („Ptasiek”) a Rice „– Rozumiem – powiedział wampir z namysłem i nie śpiesząc się, podszedł do okna pokoju” („Wywiad z wampirem”) i lek obejmujący nas we władanie, każe czytać nam dalej.
I można tak przykładami szafować w nieskończoność, bo przecież każdy z nas ma ulubione książki, aktorów i oczywiście cytaty. Także, te genialne, otwierające wspaniale wnętrza książek. Zapadają w pamięć i często do nich, choćby w myślach wracamy. Są nawet podejmowane próby wyłonienia najlepszych 10, 100 na Europę Świat. Internauci tworzą na ten temat, tymczasem...
Ważne dzieła niekiedy zaczynają się całkiem zwyczajnie, jakby niechętnie, przypadkiem, bez szału, z pozoru dość pospolitym, niemal zwyczajnym zdaniem w stylu: „Po co tak męczyć starca?” jak u Gretkowskiej („Sandra K.” w „Namiętnik”) albo „Cewnik katedry ma długość około 110 cm i średnicę 0,42 milimetra i jest wykonany z poliuretanu” Wiśniewskiego („Arytmia”). Niemal tak sucho jak w instrukcji obsługi kuchenki. To również jest jakaś metoda. Kesey zaczyna „Są na korytarzu” a przecież „Lot nad kukułczym gniazdem” tylko w USA rozszedł się w 8 milionach i Forman za sfilmowanie instrukcji obsługi kuchenki najważniejszych (pięciu) Oskarów nie dostał.
O krok dalej poszła Masłowska zaczynając nie tylko pospolicie, ale wręcz niegramatycznie: „Najpierw ona mi powiedziała, że ma dwie wiadomości dobrą i złą” („Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną”). I choć Żuławski na scenariusz i reżyserię Oskara nie dostał to jednak powieść do Nike została nominowana.
Widać zatem, że łgałem. Pierwsze zdanie jest ważne, lecz nie zawsze. Nie jest najważniejsze. Tak sądzę. Jest powiedzenie, że nie można oceniać książki po okładce. Pewnie też nie warto po pierwszym zdaniu, tak samo jak nie można po nazwisku autora. Jedno dobre zdanie nie może się równać pozostałej treści. Ale każdy z nas ma ulubione cytaty, w tym te, rozpoczynające książki, które zapadały nam w pamięć. Jakie są wasze?
Ważne dzieła niekiedy zaczynają się całkiem zwyczajnie, jakby niechętnie, przypadkiem, bez szału, z pozoru dość pospolitym, niemal zwyczajnym zdaniem w stylu: „Po co tak męczyć starca?” jak u Gretkowskiej („Sandra K.” w „Namiętnik”) albo „Cewnik katedry ma długość około 110 cm i średnicę 0,42 milimetra i jest wykonany z poliuretanu” Wiśniewskiego („Arytmia”). Niemal tak sucho jak w instrukcji obsługi kuchenki. To również jest jakaś metoda. Kesey zaczyna „Są na korytarzu” a przecież „Lot nad kukułczym gniazdem” tylko w USA rozszedł się w 8 milionach i Forman za sfilmowanie instrukcji obsługi kuchenki najważniejszych (pięciu) Oskarów nie dostał.
O krok dalej poszła Masłowska zaczynając nie tylko pospolicie, ale wręcz niegramatycznie: „Najpierw ona mi powiedziała, że ma dwie wiadomości dobrą i złą” („Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną”). I choć Żuławski na scenariusz i reżyserię Oskara nie dostał to jednak powieść do Nike została nominowana.
Widać zatem, że łgałem. Pierwsze zdanie jest ważne, lecz nie zawsze. Nie jest najważniejsze. Tak sądzę. Jest powiedzenie, że nie można oceniać książki po okładce. Pewnie też nie warto po pierwszym zdaniu, tak samo jak nie można po nazwisku autora. Jedno dobre zdanie nie może się równać pozostałej treści. Ale każdy z nas ma ulubione cytaty, w tym te, rozpoczynające książki, które zapadały nam w pamięć. Jakie są wasze?
"Chciałam robić wszystko tylko raz jeden, jedyny raz. I to raz na zawsze" -
OdpowiedzUsuń na zawsze"Jeśli nie możesz o kimś zapomnieć, oznacza to, że nie możesz przestać o nim myśleć."-
"Ale te przeżycia stały się częścią mojej istoty. -Są krajobrazem, w którym przyszło mi żyć."
Sylwia Plath
" Nie pytaj, za co Cię kocham, bo nigdy Ci nie powiem prawdy - zapytaj, dlaczego Cię kocham ? Usłyszysz wtedy, że kocham cię nie za to kim jesteś, ale dlatego, że jesteś - po prostu "
OdpowiedzUsuń na zawszeAleksander Sowa
Przypadkiem trafiłam na tego bloga. Przejrzałam wpisy. Nudy i wypociny. Słowotwórczy onanizm.
OdpowiedzUsuń na zawszeJa również przez przypadek trafiłam na ten blog i mam zupełnie odmienne zdanie. Posty bardzo mnie zaintrygowały i żałuję, że są zamieszczane tylko raz w miesiącu. Mężczyzna piszący o uczuciach, miłości w tak piękny sposób to rzadkość. To, że czasem pisze subtelnie, a czasami dobitnie świadczy o emocjach i prawdzie.
OdpowiedzUsuń na zawszeMniej interesują mnie wpisy techniczne, ale za to przekazane w bardzo ciekawy sposób informacje o pisarzach i ich książkach to dla mnie doskonała dawka lekcji literatury.
A.M.
,,Żadna wielka miłość nie umiera do końca. Możemy do niej strzelać z pistoletu lub zamykać w najciemniejszych zakamarkach naszych serc, ale ona jest sprytniejsza - wie, jak przeżyć. Potrafi znaleźć sobie drogę do wolności i zaskoczyć nas, pojawiając się, kiedy jesteśmy już cholernie pewni, że umarła, albo, że przynajmniej leży bezpiecznie schowana pod stertami innych spraw..."
OdpowiedzUsuń na zawszeJonathan Carroll
,,Poza ciszą"
Bardzo dobry tekst. Ciekawy, zarówno stylistycznie, jak i merytorycznie
OdpowiedzUsuń na zawsze