środa, 1 czerwca 2011

Samobójstwa znanych pisarzy

--

Każda książka ma swoją historię. Każdy autor, własną biografię. Półki w księgarni bywają aleją samobójców. Literatura to czasem odpowiedź autora na pytanie – żyć czy umrzeć?

Czasem, to krzyk - ratuj, jestem u kresu... Powody samobójstw są różne: choroba psychiczna, rozpacz, miłość, brak perspektyw, nadwrażliwość czy niepowodzenia twórcze. Jest wpisane w naszą naturę i stare jak ludzkość. Najważniejsze jednak, że pozwala zdecydować, o czym decydować prawa nie mamy. Za chwilę dowiesz się jak wielu skorzystało z tej możliwości. Zapraszam do alei literackich samobójców.

Prawdopodobnie jednym z pierwszych był Empedokles z Akragas, starożytny poeta i filozof. Trzeba przyznać, był oryginalny, jeśli prawdą jest, że skoczył do Etny. To miało zapewnić mu w ludzkiej opinii wniebowzięcie i boską cześć. Korneliusz Gallus, Rzymianin, wódz i poeta rzucił się na miecz. Jarrell Randall pod samochód, choć możliwe też, że zginał przypadkiem. József Attila położył się na torach.

To jednak skok, jest jednym z najprostszych sposobów na samobójstwo, choć wśród literatów stosowany z umiarem. Tak skończył na przykład, austriacki pisarz Egon Friedell. Po Anschlussie nie chciał emigrować. Był jednak Żydem. Gdy w drzwiach stanęli faszyści, zamiast aresztowania wybrał okno. Wyskakując, ostrzegł przechodniów przed upadkiem. Z okna wyskoczył też rosyjski poeta, Gabay Ilya Yankelevich. Inny Rosjanin, Nikołaj Iwanowicz Dementiev po zaproponowaniu przez NKWD roli donosiciela postąpił podobnie. Miał 28 lat. Z balkonu na 15 piętrze wyskoczył amerykański pisarz Dowell Coleman. Wcześniej ostrzegał słowami „balkon mnie kusi”. Autor „Pociągów pod specjalnym nadzorem” Bohumil Hrabal też sprowokował śmierć. Umarł w szpitalu, w wyniku obrażeń, po upadku ze szpitalnego okna na piątym piętrze, z którego wyskoczył (bądź wypadł) karmiąc gołębie. Inny pisarz rosyjski Wsiewołod Garszyn zabił się skacząc nie z okna, a z klatki schodowej. Oto samobójstwa z beznadziei. Ucieczka przez uwięzieniem, cierpieniem, brakiem perspektyw albo starością.

Zdecydowanie popularniejsze jest zastrzelenie. Słynny tego typu samobójca-literat, to oczywiście Ernest Hemingway. Po otrzymaniu Nobla słabł w miarę jak pogarszało się zdrowie (głównie z powodu nadużywania alkoholu) i gasł temperament. Na rok przed śmiercią próbował strzelić sobie w głowę, lecz odebrano mu broń. Oświadczył, że chce skończyć ze sobą, bo nie może żyć jak chciałby i żył dokąd. Na trzy tygodnie przed 62. urodzinami, w niedzielny poranek usiadł na krześle w holu swojego domu, z obiema lufami sztucera w ustach. Pierwszy raz strzelił w człowieka. Samobójstwo maniakalne. Pisarz cierpiał na lęki, słyszał głosy a w jego psychice zaszły nieodwracalne zmiany.

Broni palnej użył także Heinrich von Kleist, choć czasy i powody były inne. Najpierw zastrzelił ukochaną kierując pistoletową kulę w serce a potem strzelił we własne usta. Kobieta miała 31 lat i nieuleczalnego raka. Pisarz 34 lata i tylko ją.

Przy wykorzystaniu broni palnej zakończył życie także jeden z najwybitniejszych rosyjskich pisarzy i poetów XX wieku Włodzimierz Majakowski. Początkowo zaangażowany w rewolucję, zwolennik Lenina, odważył się również na jej krytykę. Potem, w czasach Stalina, jego poezja była wykorzystywana propagandowo. Strzelił sobie w serce w wieku 37 lat.

Zastrzelił się mój węgierski imiennik, Sándor Márai, znany autor powieści psychologicznych zachwycających stylem, przenikliwością, skupieniem na moralnych wyborach bohaterów i ich konsekwencjach. Na raka gardła umarła mu żona, kilka miesięcy później także nagle, przybrany syn. W głowę strzelił sobie Arguedas José Maria lecz umarł dopiero po pięciu dniach. Z pompą odszedł Otto Weininger, znany z powodu pełnej pogardy dla kobiet książki „Płeć i charakter”. Wkrótce po jej wydaniu wynajął pokój w hotelu i się zastrzelił. W tym samym pokoju umarł Beethoven. Twórca postaci Conana Barbarzyńcy, Robert E. Howard popełnił samobójstwo automatyczne (impulsywne). Strzelił do siebie z powodu śmiertelnej choroby matki. Zrobił to zaraz po wysłuchaniu beznadziejnej diagnozy.

Wolf von Kalckreuth, zastrzelił się, bo nie chciał iść do wojska. Antero de Quental siedząc na ławce w parku z powodu niezwykle bolesnej choroby kręgosłupa. Zastrzelił się też Romain Gary, William Lauderdale i Aronzon Leonid L. Można powiedzieć, że Kariotakis Costas strzelając do siebie, w ostatniej chwili zmienił, w pewnym sensie, zdanie. W przeddzień, po bezskutecznej próbie utopienia napisał: „Nie radzę topić się tym, którzy potrafią pływać”. Również Richard Brautigan skończył strzelając do siebie. Upił się i zastrzelił z rewolweru w wieku czterdziestu dziewięciu lat.

Widać, że broń palna to w ostatnich chwilach popularny u literatów-samobójców fant, towarzyszy im w również alkohol. Jest zresztą obecny przy połowie wszystkich samobójstw. Tak było w wypadku Dariusza Ratajczaka. 10 lat po wydaniu książki, z powodu której oskarżono go o „kłamstwo oświęcimskie” zatruł się alkoholem. Po kilku dniach, rozkładające się zwłoki znaleziono w zaparkowanym samochodzie.

Zazwyczaj jednak sam alkohol nie wystarczy i bywa tylko jednym z aniołów śmierci. Dla przykładu francuski poeta, Andre Frederique zdecydował skończyć ze sobą targany nieodwzajemnioną miłością. Wypiwszy butelkę wódki, połknął garść tabletek a dla pewności odkręcił gaz. Podobnie postąpił Arthur Koestler. Zachorowawszy na śmiertelnego raka, razem żoną połknął śmiertelną dawkę barbituranów i popił je alkoholem.

Pierre Drieux la Rochelle po zajęciu Francji przez faszystów poparł kolaborację. Miał własną wizję Europy w której nie ma narodów w obecnym kształcie. Nie wyrzekł się faszystowskich przekonań do końca i kiedy alianci zajęli Francję, zatruł się środkami nasennymi. Ale przeżył. W szpitalu podciął sobie żyły, lecz nieskutecznie. Choć przyjaciele umożliwili pisarzowi ucieczkę z Francji, odmówił. Nie rozpoznany zatruł się pigułkami na sen w amerykańskim szpitalu polowym.

Środki nasenne zażył Jerzy Kosiński. Przed śmiercią napisał w pożegnaniu „Kładę się teraz do snu, na trochę dłużej niż zwykle. Nazwijmy to wiecznością” po czym nałożył na głowę plastikowy worek i umarł w wannie. Michael Dorris zrobił identycznie. Żona oskarżyła go o molestowanie seksualne przybranej córki. Szwedzka poetka Karin Boye również zażyła tabletki nasenne lecz zmarła na hipotermię. Była lesbijką. Zabiła się z miłości do dwóch kobiet jednocześnie. Wyszła z domu. Po kilku dniach znaleziono ją na wzgórzu z widokiem na miasto. Połykając pigułki nasenne odebrali sobie życie również Alfred Wolfenstein i Arthur Koestler.

Skok z wysokości wybiera około 7%, zażycie środków nasennych w granicach 3,5% a rzucenie się pod pojazd, utopienie, otwarcie żył nie więcej niż 2%. Zagazowanie i zastrzelenie 1% , otrucie jeszcze mniej. Natomiast powieszenie to aż 75% wszystkich samobójstw

To niewiarygodne, ale z powodu nagłośnienia samobójstw sławnych ludzi, ogólna liczba samobójstw wzrosła o blisko 1000%. Zauważono to już po publikacji w 1774 „Cierpień młodego Wertera”, kiedy drastycznie wzrosła liczba samobójstw wśród młodych mężczyzn, z powodu nieszczęśliwej miłości. Identycznie było po publikacji książki „Wyjście Ostateczne” Dereka Humphreya. Zjawisko to nawet nazwano jako „efekt Wertera – samobójstwo naśladowcze (imitacyjne)”.

Jednym z najbardziej znanych, polskich samobójców to Edward Stachura. Jego twórczość to pytania o życie i śmierć, a książki to zapis samozniszczenia. Stachura cierpiał depresję, a jest ona powodem ponad połowy samobójstw. Najpierw rzucił się pod tramwaj, lecz przeżył. Leczył się. W szpitalu zażył za dużo psychotropów, próbował podciąć nożem żyły i powiesić się na sznurze przywiązanym do haka w suficie. Umarł straszną śmiercią. Przez zadzierzgnięcie.

Na pasku od fartucha zakończył życie Gerard de Nerval, choć twierdził, że to podwiązka królowej Saby. Leczył się psychiatrycznie. W szpitalu dla chorych umysłowo powiesił się Jean-Pierre Dupre. Znalazł się tam po oddaniu moczu na grób Nieznanego Żołnierza. Jens Bjørneboe powiesił się protestując przeciw aresztowaniu Ulrike Meinhof. Jurij Iwanowicz Galicz po przesłuchaniu przez NKWD. Gerhard Fritsch w trakcie napadu depresji. Eugenio Imaz po kolacji z przyjaciółmi, w szafie, na szelkach. Kitamura Tokoku wbił sobie w pierś sztylet, lecz przeżył. Pół roku później powiesił się. Na sznurze skończyli Franz Innerhofer, Robert Burton czy jeden z najbardziej zagadkowych, polskich pisarzy XX wieku, Adam Wiśniewski-Snerg.

Amerykańska pisarka, poetka i eseistka Sylvia Plath wybrała zagazowanie. Przed śmiercią, w nocy, przygotowała śniadanie dla dzieci (były za małe, żeby jeść same), otworzyła okno w ich pokoju. Ręcznikami i taśmą klejącą uszczelniła drzwi do kuchni. Włożyła głowę do piekarnika i odkręciła gaz. Zostawiła kartkę na wózku, by zadzwonić do jej lekarza. Mąż miał romans. Kochanka zabiła się potem w identyczny sposób.

Sylvia Plath i Anne Sexton znały się. Ale Sexton nie zostawiła listu. Jej śmierć była całkowitym zaskoczeniem. Zachowywała się normalnie. Po spotkaniu z długoletnią przyjaciółką wsiadła do samochodu w garażu, włączyła radio i silnik. Jej terapeuta określił to jako akt „samotnej i zdesperowanej alkoholiczki” a w New York Timesie napisano, że popełniła samobójstwo ponieważ: „życie na tym świecie jest niemożliwe bez odrętwienia, a ona nie potrafiła być odrętwiała”. Ten typ samobójczego aktu określić można jako samobójstwo melancholijne.

Gaz był przyczyną prawdopodobnie samobójczej śmierci Tadeusza Borowskiego, autora opowiadań „Proszę państwa do gazu” czy „U nas w Auschwitzu”. Kilka dni po urodzeniu przez żonę córeczki, Borowski trafił do szpitala z obawami zatrucia. Powodem samobójstwa był nieszczęśliwy romans oraz przypuszczalnie rozczarowanie komunizmem. Miał 29 lat. Od zagazowania umarł noblista Kawabata Yasunari i Stig Dagerman. Przez zatrucie spalinami w garażu umarła Julia Drunina, radziecka poetka. Zostawiła list pożegnalny. Powodem samobójstwa był upadek ZSRR.

Młodo umarł Rafał Wojaczek. Nadużywał alkoholu, wszczynał bójki i leczył się psychiatrycznie z powodu prób samobójczych. Miał schizofrenię. Rozwiódł się po półrocznym małżeństwie. Przedawkował różne leki (m.in. valium). Osierocił córkę.

Od przedawkowania umarł amerykański autor powieści „Martin Eden”, „Zew Krwi”, czy „Biały Kieł” Jack London. Był alkoholikiem, morfinistą i opiumistą. Często poruszał motyw samobójstwa. Możliwe, że to jest powodem spekulacji, jakoby jego śmierć była wyborem. Oficjalnie zmarł w wyniku mocznicy. Istnieje hipoteza jakoby jednak nie mogąc znieść cierpienia, przedawkował morfinę, której duże dawki w ostatnich dniach rzeczywiście przyjmował. Jeśli tak, mogło to być samobójstwo obsesyjne.

Jednym z najmłodszych samobójców wśród poetów to Thomas Chatterton. Zabił się mając 17 lat. Pochodził z prowincjonalnego Bristolu. Wyjechał do Londynu, by zrobić karierę, lecz nie dostrzeżono jego twórczości, bądź wydano bez wiedzy. W biedzie, bez przyjaciół, chorując na syfilis przedawkował arszenik, zażywany jako lekarstwo. Arszenikiem otruł się także Bradfield Joseph Henry Steele z powodu ubóstwa. Gustav Johannes Wied otruł się cyjankiem potasu.

Ana Kavan świadomie przedawkowała heroinę. Była uzależniona. Ciekawe, bo zażywający heroinę popełniają 14 razy częściej samobójstwo niż inni. Ivan A. Boldyrev, pisarz rosyjski, po aresztowaniu przez NKWD zdołał uciec z Syberii do Paryża. Otruł się veronalomem, z powodu biedy. Menno ter Braak otruł się po wejściu Wermachtu do Holandii. Niemiecki antyfaszysta Walter Hasenclever, pisarz, poeta i dramaturg otruł się na wieść, że Francuzi zamierzają wydać go Niemcom. Otruli się również Hermann Burger i Adriaan Harrie Venema.

Virginia Woolf wolała się utopić. Chorowała na zaburzenia maniakalno-depresyjne, które doprowadziły do kilku nieudanych prób samobójczych oraz tej ostatniej. W wieku 59 lat, napchała kieszenie kamieniami i rzuciła się do rzeki. Utopili się także: laureat Pulitzera, John Gould Flether (w stawie), Hjalmar Gullberg (w jeziorze), John Berryman (skacząc z mostu do Missisipi). Karoline von Günderrode, niemiecka poetka utopiła się z powodu nieodwzajemnionej miłości a Osamu Dazai, razem z kochanką.

Poeci, pisarze to z definicji osoby niezwykle twórcze. Skoro dotąd pisałem już o powieszeniu, strzelaniu do siebie, truciu, zagazowaniach, utonięciach i wciąż tematu nie kończę, dalej może być naprawdę makabrycznie. Samobójcza śmierć jest przecież sama w sobie straszna. Ale jest znacznie gorzej. Samobójcza śmierć może się dodatkowo charakteryzować ogromnym okrucieństwem.

Iwan Wasiljewicz Ignatiew był homoseksualistą. Po nocy poślubnej i próbie zabicia żony poderżnął gardło brzytwą. Tak samo skończył Amerykanin John Brown i japoński poeta Kanaków Bidzan. Niemiecki pisarz walczący z nazizmem Weiss Ernst podciął żyły, kiedy czołgi Hitlera wjechały do Paryża. Bart Armand wykastrował się i umarł z utraty krwi.

Jednym z najbardziej wstrząsających samobójstw wydaje się być śmierć Yukio Mishima, japońskiego prozaika, poety i działacza politycznego. Przed śmiercią wdarł się do bazy wojskowej w Tokio i zabarykadował na balkonie. Stamtąd przemawiał do zgromadzonych żołnierzy na znak protestu przeciw powojennemu statusowi Japonii. Wzywał do zamachu stanu. Do powrotu cesarstwa. Wokoło latały nisko śmigłowce by zagłuszyć przemowę. Zrezygnowany popełnił rytualne seppuku. Jego kochanek próbował kilkakrotnie skończyć jego cierpienia odcinając mu głowę. Nie potrafił. Sam popełnił samobójstwo.

XVII wieczny, bardzo zamożny angielski pisarz William Beckford na swoje nieszczęście organizował we własnym zamku homoseksualne orgie. Skazano go na wydalenie. Przestał jeść i zmarł z wycieńczenia. Zagłodził się również Louis Boussenard. Przed śmiercią wysłał zaproszenie do znajomych na pogrzeb. Weil Simone zbił się głodując przeciw okupacji niemieckiej. Francuska poetka pochodzenia angielskiego Renée Vivien zagłodziła się w wieku 32 lat, po kilku miłosnych związkach z innymi kobietami.

Petrus Borel, wyjechał do Afryki postanawiając umrzeć od śmierci w palącym słońcu. Zmarł od udaru słonecznego. Włoski poeta i dziennikarz Pietro Vigna, po uwięzieniu został oślepiony gorącym żelazem. Popełnił samobójstwo rozbijając głowę o ścianę. Osadzeni zresztą zabijają się 3 razy, aresztowani nawet 10 razy częściej, niż żyjący na wolności. Zabijają się też młodzi, wolni i zdolni.

Mirosław Nahacz zadebiutował przed maturą. Facet z prowincji, wyjechał do Warszawy. Wydał 3 książki. Miał talent, dopiero zaczynał literaturę. Nic nie wskazywało, że źle z nim. Poszli z kumplem do knajpy. Zjedli. Wrócili do domu. Szykowali się do imprezy. Sprawdzili w Internecie jak tam dojechać. Wyszli w miasto. Rano już go nie było. Nie zostawił listu. Był w piwnicy domu, gdzie wynajmował mieszkanie. Ponoć się powiesił. Ale nie wiadomo, bo śmierć bywa tajemnicą.

Witkacy o samobójstwie zdecydował na wieść inwazji Rosjan na Polskę. Zgłosił się przy mobilizacji, ale odmówiono mu broni. Ruszył w las, z ukochaną. Po kilku godzinach tylko ona wróciła. Pod wpływem narkotyków. Wyjaśniła, że próbowała połknąć śmiertelną dawkę. Popiła wodą z kałuży i zwymiotowała. Twierdziła, że Witkacy otworzył żyły. Po czym zapadła w kilkudniowy, narkotyczny sen. Tymczasem syn właściciela dworu utrzymywał, że Witkacy nie podciął żył, ale tętnicę szyjną. Po latach dokonano transmitowanej przez TVP ekshumacji. Grób rozkopano ale zwłok nie udało się zidentyfikować. Niektórzy twierdzą, że Witkacy upozorował śmieć i żył potem w Łodzi do 1968. Został pochowany po kryjomu, w parku, pod dębem. W latach pięćdziesiątych jego kochanka, podobno znalazła kartkę z napisanym jego ręką „Ratuj, jestem u kresu…”.

Jak widać aleja samobójczych pisarzy, poetów i literatów usłana jest wielkimi nazwiskami. Jest też długa. Nic dziwnego. Dwadzieścia sekund po przeczytaniu tego zdania, ktoś umrze samobójczą śmiercią. Co sekundę nieskutecznie spróbuje ktoś inny.

Aktem samobójstwa człowiek zabiera siebie samego innym. Pisarz odbiera nam niestety swój talent. Nie jesteśmy bezsilni. Nawet 85% samobójców ostrzega o swoim zamiarze

Prawo jednostki do odebrania sobie życia nie podlega dyskusji. Każdy człowiek ma własną drogę. Niesie swój bagaż. Jest w nim wszystko, co przynosi życie. Także śmierć i bywa, że samobójczą. I czasem zaczyna ona legendę. Samobójca zdaje się drwić z losu, abyśmy zrozumieli: spektakl będzie trwał dalej, chociaż serce mi pęknie a po makijażu nie będzie już śladu. A uśmiech nie zejdzie z ust. Bo to jego wybór.

5 komentarze:

  1. Rozumiem, że tym optymistycznym postem oznajmiasz światu o swoich pragnieniach samobójczych...?

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. Pewnie są tacy, którzy chcieliby, aby tak było. Ale nie jest.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  3. zakończenie wierutna bzdura

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  4. Zadzierzgnięcie nie jest straszną śmiercią, wręcz niemal absolutnie bezbolesną, w dodatku świadomość urywa się w około 4 sekundy. Dobry artykuł tak poza tym, aha, Stachura nie powiesił się w szpitalu, tylko w swoim domu na Rębkowskiej w Warszawie.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  5. http://czytelnia.onet.pl/0,1117492,do_czytania.html

    OdpowiedzUsuń na zawsze