niedziela, 30 stycznia 2011

Jam nieudacznik, grafoman i śmieć

--
Grafoman, jak powiedzą mędrcy rodem z internetowego forum to człowiek ogarnięty manią pisania, lecz nie posiadający w tym kierunku zdolności. Ale... no właśnie.



Tytuł rozdziału pozwoliłem sobie, bezczelnie zaczerpnąć z twórczości jednego z moich ulubionych zespołów grających rocka alternatywnego . To nawet się równolegle składa, szczególnie jeśli wsłuchać się głębiej w tekst. Nie ukrywajmy bowiem, że całe to pisarstwo niezależne o którym tu piszę to twórczość alternatywna. Dla innych będzie to, po prostu, grafomania.

Broniewski, choć grafomanem raczej nie był i na forach nie piał jadem trollów to ciekawie problem nakreślił. Wprawdzie na temat poezji, ale kto wie czy racji nie miał pisząc „Grafomania zaczyna się od tzw. łatwości wierszowania. Powstają kilometry rymowanych snów, tęsknot, szałów itp. i w sferze tych szablonów obraca się przyszły twórca krócej lub dłużej, w zależności od posiadanego talentu i włożonej nad sobą pracą. Sądzę, że młodzieńcze utwory każdego poety dadzą się podciągnąć pod nazwę grafomanii, sądzę nawet, że liczba poetów jest po prostu zależna od liczby grafomanów, że zachodzi tu stosunek wprost proporcjonalny. Grafomania więc, jako nawóz, z którego wyrastają późniejsi twórcy, jest zjawiskiem dodatnim w kulturalnym życiu społeczeństwa, można ją tolerować, jeżeli chodzi o młode, kiełkujące talenty i talenciki - inna sprawa jednakże ze starszymi, notorycznymi grafomanami [...]”

Czyli należałoby uznać, że każdy twórca, zanim okrzepł, zastygł jak dojrzewająca w lodówce owocowa galaretka, obył się z piórem i stał się prawdziwym pisarzem (poetą) był kiedyś grafomanem. Interesujące, nieprawdaż? Tyle, że wielu nie udaje się z tych dziecięcych portek wyrosnąć. I potem taplają się we własnym sosie do śmierci. Tę sytuację, tę ludzką tragedię doskonale nakreślił słowami „życie w iluzji artystycznego, a z natury rzeczy niemożliwego z braku talentu spełnienia - jest klęską" Jerzy Pilch.

Natomiast Jan Kurowicki, znakomity teoretyk literatury, eseista i krytyk, do tego pedagog uniwersytecki, zdaje się robić krok dalej od Broniewskiego. Pisze bowiem, że grafomania jest takim obszarem twórczości literackiej, z której z czasem wyłaniają się znakomitości krytycznoliterackie. Dzieje się tak, ponieważ grafoman ów, po latach uczy się jak powinno się pisać. Dalej ma rację Pilch, bo grafoman nie posiada talentu potrzebnego, by to wprowadzić w życie. Cóż za udręka! Mitoman, kłamiąc staje się artystą łgarstwa. Piroman z czasem serwuję pożary widowiskowe, na miarę wystawienia „Dziadów” w 1967. Erotoman, staje się wreszcie Giacomo Casanovą i Don Juanem de Marco w jednym doprowadzając do… szału, swoje kochanki. A grafoman? No cóż. Pisze.

Efekty swej niegodziwej zbrodni chowa do szuflady. Lecz jeśli jest zboczony do cna, staje się ekshibicjonistą i plugawe maszynopisy pokazuje. Dalej pozostaje tylko jeszcze wydanie. A jeśli wyda, i ktoś to kupi staje się rzecz niebywała. Brzydkie kaczątko staje się bowiem łabędziem. Tutaj, będę nieskromny. Podzielę głos Stephena Kinga. Jeśli grafoman za swoje pisarstwo (o przepraszam, grafomanię) dostaje pieniądze, nie jest grafomanem. Jest pisarzem. I to utalentowanym. Bo to jest definicja talentu w ustach mistrza horroru.

Ale czy to oznacza, że ludzie, którym komercyjna kariera pisarska się nie udała się to grafomani? Absolutnie nie! To przecież są krytycy! Niestety, tak, o ile wierzyć słowom Kurowieckiego, który uważa, ze sporą dawka sarkazmu zresztą, że twórcza niemoc i frustracja grafomanów, zaprzęgnięta do roboty w obszarze krytyki, przynosi znakomite efekty. Ha, ha, no to strzeliłem sobie samobója recenzjom własnych utworów. Ale urwał…

Do dobrze, ale kim – tak naprawdę jest grafoman? I tutaj powinienem w powierzchownie błyskotliwym, pochwalonym przez krytyków schemacie walnąć definicję kogoś strasznie mądrego. A najlepiej trzy albo pięć. Pierwsza obowiązkowo rodem przed kilkuset lat. Idealnie by ze starożytnej Grecji. Z Rzymu ewentualnie, bo tam jakoś zawsze faszyzmem śmierdzi, ale uszłoby. Dalej powinienem rzucić drugą i trzecią tak samo napisaną, lecz słowy innymi, definicję ze słownika w twardej oprawie. Gdybym pokusił się o wikipiedię jako źródło, mogłoby to przez starszych wiekiem, być niezbyt korzystnie widziane. Guzik, wcale tak nie zrobię… W końcu, jam nieudacznik, grafoman i śmieć.

Zwrócić jednak chciałbym subtelnie uwagę na haczyk gdzieś między tymi wierszami tkwiący. Myślenie, czy jestem grafomanem czy nie, raczej wielu pozytywów mnie osobiście chyba nie przyniesie. Zawsze znajdą się źli ludzie, którzy nigdy nie są w stanie napisać niczego równie słabego i równie płytkiego, ale zarzucą sieć oskarżeniami o grafomanię, o okach jak oko igielne. Dla ludzi nastawionych nieprzychylnie, wielu pisarzy, po prostu jest grafomanami. Każdy lekarz dentysta, to rzeźnik przecież, kontroler biletów to kanar wredny a policjant o surowej twarzy to pies, nawet jeśli w spódnicy chodzi.

2 komentarze:

  1. Nie sądziłam, że grafoman może tak pięknie pisać o grafomanii :) I cóż tu dużo mówić.. podoba mi się to twoje szaleństwo. Aleksander Kumor rzekł:"Grafoman – ktoś, kto nie ma dokładnie nic do powiedzenia i stara się to dokładnie opisać."

    Dziękuję za ten dokładny opis.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. Przekleństwem jest życie w ciekawych czasach. Dla mnie po przeżytym NDE są one ciekawe, bo następuje zbliżenie fizyki teoretycznej do ezoteryki.
    Materię podejrzewa się o posiadanie świadomości w której zaprogramowane są właściwości fizyko chemiczne.
    Czyli auto ma duszę, tak jak komp
    Nasza cywilizacja to krótki epizod w życiu Planety wystawionej na ostrzał z Kosmosu. Patrząc z tej perspektywy na Jezusa ze Świebodzina, Polskę, USA, Chiny wszystko wydaje się upiedliwie nieistotne, odwracające uwagę od naszej duchowości, osobistych relacji z Absolutem.
    Dokopałem się do sensu istnienia
    inteligentnej świadomości. Ona chce eksplorować nieskończony Wszechświat dzieląc się na mniejsze fragmenty.
    Nasze Ego, jest częścią Jażni, a ta zbiera dane, by samodzielnie wyruszyć w Kosmos. Materialny ziemski system jest prawdopodobnie
    urządzeniem transformującym energie na bioenergie. Służy również jako obóz szkoleniowy "marines" by zaszczepić w nas wrażliwość altruizm i empatię. Polecam stronę NDE. Wiarygodne są dla mnie doświadczenie opisane przez Roberta Monroe i Bruce Moena.

    swistak

    OdpowiedzUsuń na zawsze