wtorek, 14 lutego 2012

Polskie e-booki w Amazon… Nie lubię to!

--
W  nocy z 9/10 lutego b.r.  serwis Kindle Direct Publishing był niedostępny. Nad ranem przy publikacjach krajowych self-publisherów  zamiast ceny pojawiła się informacja, że nie są one dostępne w Europie. Później, że cena jest niedostępna, aż większość e-booków po polsku zniknęła z oferty. Także mojego autorstwa

Amazon usunął przynajmniej 45 e-książek w języku polskim. Ruszyła burza w wyniku której  w prasie i w Internecie opublikowano szereg artykułów.  Pojawiły się nagłówki : „Amazon usuwa polskie ebooki”, albo Amazon usuwa polskie e-książki”, „Amazon wymiótł większość książek po polsku” lub „Amazon wywalił polskich self-publisherów”.  Szymon Adamus  napisał wprost: Amazon kopnął mnie w dupę… i innych też”.  Dziś o sprawie napisała Gazeta Wyborcza, która co ciekawe  twierdzi, że „autorzy nie są bez winy”.

Oczywiście przy okazji pojawiły się domysły  i informacje nieprawdziwe.  Zacznijmy od tych ostatnich.  Na łamach GW pojawiła się opinia, że polscy autorzy publikowali „wykorzystując lukę w regulaminie”. Wyjaśniam, że każde zgłoszenie e-booka do Kindle Store było weryfikowane przez pracownika Amazon. To on podejmował decyzję o publikacji. Trudno zatem mówić, że to autorzy wykorzystywali jakąkolwiek lukę. Robili to administratorzy albo publikowano w „nieobsługiwanym języku” przy ich cichym przyzwoleniu.

Publikacja nie zawsze była też prosta (z pewnością nic nie szło „jak po maśle”)!  Wprost przeciwnie. Zazwyczaj e-booki były kilkakrotnie odrzucane. Dopiero po kilku tygodniach administrator kwalifikował je do sprzedaży.  Nie jest też prawdą, że system nie przyjmuje zgłoszeń w języku polskim.  Owszem, system nie pozwala ustawić w cechach publikacji polskiego języka jednak publikacje przyjmuje. Przyjmuje również w innych nieobsługiwanych językach, m.in. czeskim, węgierskim a nawet chińskim lub rosyjskim.  Wszystkie znaki w publikacjach wyświetlają się poprawnie.

Ciekawe też, że zniknęły jedynie niektóre e-książki.  Trudno znaleźć klucz według jakiego zablokowano polskojęzyczne e-booki. W moim wypadku: były to tytuły sprzedające się najlepiej, z dziewięciu pozostawiono  trzy opublikowane  jako ostatnie. Co ciekawe w wypadku najnowszej powieści („Modliszka”)  administratorzy nie  usunęli jej lecz w ustawieniach (Product Details) zmienili język na… polski (tak!). Zniknęła jednak możliwość pobierania jej za darmo  w ramach abonamentu (Amazon Prime). 
Nieprawdą jest również, że Amazon usunął polskich self-publisherów albo polskie e-booki. To  skróty myślowe. Blokowane były wyłącznie e-booki w języku polskim, te opublikowane przez Polaków w języku angielskim albo niemieckim zostały nietknięte. 

To prawda, że na pierwszy rzut oka brak jest w tym jakiejkolwiek logiki. Jakby nagle któryś z administratorów obudził się i zaczął gorliwie naciskać klawisz blokowania.   Przecież przez miesiące nikomu polskojęzyczne e-booki nie przeszkadzały.  Właśnie, czy aby na pewno nikomu?  Reakcja autorów, czytelników i internautów  zwróciła uwagę na pewne fakty. 

Przecież pozostawiono Gazetę Wyborczą, która zgodnie zinformacją na stronie jest po angielsku. Tymczasem każdy z autorów zablokowanych publikacji informował, że jego publikacja jest po polsku.  Przy tytułach znajdowała się adnotacja „Polish Edition”.  Tymczasem w wypadku GW nie znalazłem informacji by dziennik był po polsku. Opis produktu jest również częściowo w  języku angielskim.  

Piotr Drózd opublikował post o znaczącym tytule: „Ofensywa Gazety Wyborczej na Kindle”. Faktycznie akcja usuwania e-booków zbiegła się w czasie  z papierowym wydaniem GW w kontrowersyjnej okładce (fot). Wielu wskazuje, że to kryptoreklama czytnika Kindle 4, bo przecież w ten sposób wielu Polaków dowiedziało w ogóle o jego istnieniu. Tym bardziej, że GW wyjaśnia jak czytać gazetę w wersji elektronicznej a nawet zorganizowała konkurs z nagrodą w postaci... Kindle 4.   Komentujący to wydarzenie natychmiast zauważyli zagadkową zbieżność w ukazaniu się reklamy i akcją usuwania polskojęzycznych e-booków. 

Ale nie tylko GW znalazła się pod lupą.  Tygodnik Powszechny” zgodnie z informacjami ze strony również jest po angielsku podobnie jak miesięcznik "W drodze". Przy „Polityce” w ogóle nie ma informacji w jakim jest języku. Na tym tle zarzuty, że polscy self-publisherzy wprowadzali w błąd użytkowników Kindle wydają się absurdalne. Kto tu  naprawdę wprowadza w błąd czytelników nie znających języka polskiego?  Wszystko jest bardzo dziwne. Czy mamy tutaj do czynienia z nieuczciwą konkurencją oraz zmową gigantów jak sugerują niektórzy? Faktycznie wygląda, że brak równości w traktowaniu autorów oraz wielkich spółek medialnych lub  uprzywilejowaniu prasy. 

Internauci wskazują też, że działania Amazon mogą świadczyć o przygotowaniach do rychłego uruchomienia polskiego oddziału Amazon. GW już w zeszłym roku potwierdziła, że ma stać się to na wiosnę 2012 roku. A wiosna przyjdzie za kilka tygodni. Choć wydaje się to być najmniej  prawdopodobne niektórzy snują teorię, że akcja może mieć związek z protestami przeciw ACTA do jakich doszło w Polsce i w wyniku których nie przystąpiliśmy do porozumienia.  Istotnie, to w USA zrodził się pomysł tej umowy.   Dodatkowo jeden z czeskich wydawców potwierdził, że w lutym 2011 r. Amazon uzasadnił  odmowę wprowadzenia do Kindle Store publikacji w j. czeskim „problemem z weryfikacją treści w związku z planowanym wprowadzeniem międzynarodowych regulacji ACTA.

Piotr Kowalczyk, jeden z czołowych polskich samowydawców studzi  atmosferę. Wskazuje, że dla Amazon jesteśmy mało znaczącym rynkiem. Zwraca uwagę, że wcześniej były przeprowadzane akcje blokowania e-książek w językach maltańskim oraz islandzkim a wszelkie domysły to tylko teorie spiskowe.   Dla wielu polskich autorów oraz jeszcze większej liczby polskich użytkowników Kindle (szacuje się, że jest ich około 60 tysięcy) niezależnie od prawdy akcja jest bardzo nieładnym gestem ze strony amerykańskiego giganta. Amerykanie znów pokazali gdzie mają Polaków.

Nie da się ukryć, że opisywana akcja niektórym nie szkodzi. Zmniejszenie o prawie o 60% tytułów dostępnych po polsku jest przecież korzystne dla tych, które zostały. Akcja z pewnością nie zachęci innych autorów do publikacji w Amazon. Warto zwrócić uwagę, że kilka krajowych wydawnictw, od pojawienia się pogłosek o wejściu Amazon do Polski gorączkowo digitalizuje ofertę.  Co więcej wprowadzają e-książki w formacie MOBI (na czytnik Kindle)!  Akcja jest także korzystna dla krajowych wirtualnych księgarń. Większość usuniętych tytułów jest dostępnych gdzie indziej a popyt na e-booki rośnie błyskawicznie.  Ktoś powie, że to margines. Jasne, tyle że mnie w ciągu siedmiu miesięcy udało się sprzedać w Kindle Store ponad 1350 e-booków, a w tym samym czasie w polskich księgarniach sprzedano nie więcej niż  150 sztuk tych samych tytułów. A przecież jestem tylko jednym z kilkudziesięciu samowydawców w Polsce. Tyle, że każdy, kto miał choć przez chwilę Kindle w rękach natychmiast powie, że urządzenie bije na głowę jakikolwiek inny e-czytnik. Podobnie jest z zakupami.  Nieprzypadkowo  Nexto wprowadziło system zakupu jednym kliknięciem doskonale znany każdemu kto czyta na Kindle (Buy now whith 1-Click®). 

Oficjalne wyjaśnienia powodów blokowania polskich tytułów są co najmniej enigmatyczne.  Zwykle zaczynają się od  „obecnie nie obsługujemy…”, „w tym momencie…”, „nie możemy ujawnić…” (At this time..., We are unable to disclose information..., itp).  To, że sprawę skomentowała GW też wydaje się co najmniej dziwne. Nie żaden inny dziennik w Polsce  ale drugi pod względem nakładu i sprzedaży, do tego  intensywnie promujący wydanie na Kindle. A przecież self-publisherzy (podobno) nie mają dla kogokolwiek znaczenia? Kogo może obchodzić garstka autorów wydających samodzielnie e-książki, które nie stanowią nawet 0,01% całego rynku książki w Polsce? Przecież to nisza w niszy. A jednak kogoś chyba obchodzą i coś jest na rzeczy. 

Wydaje się, że amerykański gigant coś kręci.  I nie tylko on.  Najlepszym komentarzem są chyba słowa czytelniczki na moim Fan Page’u:  Amazon… nie lubię to!  Tyle, że zamiast wykrzyknika lepszy byłby pytajnik.