Słowo, spojrzenie, ruch czy krótka chwila i odtąd nic nie jest już takie samo. Koniec początku, początek końca. Abstrakcja w pełnym wymiarze. Zakalec Twoich ramion i ust. Zsiadłe mleko moich pocałunków…
Nadzienie pączka, jakiego próbował każdy z nas, kiedy miał lat kilka zasycha się i kruszy. To ciasto miksowane z codziennością, wspomnieniami krzyku i płaczu, zgodą na wady i na humory. Sinusoida uczuć, kometa obrazu naszego wnętrza, którą dziś, właśnie wycinasz komuś serce…
Choć jest tylko małym, chorym chłopcem, odkąd usiadł na Twoich kolanach i tuląc się szepnął: „kocham” nie zna już strachu. Nie czuje bólu. Bo w jego żyłach płynie Twój głos muzyką jak echo. Jesteś każdą komórką jego ciała, każdym oddechem, zamknięciem powieki, myślą i chwilą pożądania. Jego wzrok pada tam gdzie Twoje spojrzenie. Usta na brzuchu i sny na plecach. Marzenia i tęsknoty… plany i rozterki. Równanie bez niewiadomych 1+1=1, A Rh (+) i B Rh (+) a wszystko to… my.
Tyle uczuć, tyle emocji dzięki którym świat jest piękniejszy. Dzięki którym sny są kolorowe a dni pachnące świeżym sernikiem. Przepis, który sama piszesz w takt tykania zegarka, którego budzik pewnego dnia obudzi Cię, Twoim własnym krzykiem. Żalem, pozaszywanym niedopasowaniem. Uczuciem porażonym prądem rozumu, zwęglonymi molekułami, które rozpadły się na dwie identyczne połówki i teraz head downem spadają, szybciej, szybciej by roztrzaskać się wreszcie.
Jesteś mroźnym powietrzem, niczym poranna mgła z nad Morskiego Oka. Niczym blask spojrzenia z głębi Twojej duszy. To wiatr pachnący uczuciem ostrym jak kamienie na Orlej Perci. Niczym nagle wyblakła kolorowa mapa Tatr, którą właśnie podarłaś na skrawki. Więc chłopiec jest coraz słabszy i słabszy. Nie umie już sam siedzieć, przed siebie patrzeć a z ust cieknie mu krew.
Wiatr Twoich słów, lód spojrzenia i iskry dotyku podziurawiły dno dziecinnego serca, zniszczyły mapę jego marzeń. I krztusi się teraz sylabami Twoich planów. Tak słaby jest już, że przestał wierzyć w miłość, której wciąż szukasz, bo nie pamiętasz już czym ona jest naprawdę. A chłopiec na Twoich kolanach staje się coraz mniejszy i mniejszy w tle wielkiego pożaru.
Powiedz kochana, po co Ci skrzydła, skoro nie możesz sięgnąć nieba. Powiedz, jeśli wiesz, po co Ci one, kiedy nie możesz latać. I zapomniałaś, że jeśli będziesz spadać w dół, mógłby być ktoś, kto pociągnie Cię ku górze… mały, chory chłopiec. Tylko pokaż mu, że umiesz mimo wszystko żyć, tak jak on.
Bo Ty i on… to my.